Tym razem okiem instruktora jazdy

Takie małe dokończenie ostatniego tematu. Odezwał się do mnie daleki znajomy, który nomem omen zakończył pracę na stanowisku handlowca i zaczął robić to, co lubi najbardziej. Założył szkołę nauki jazdy. Oczywiście, nie jest to łatwy kawałek chleba, lecz praca daje mu niewiarygodną satysfakcję, poza tym wreszcie nie musi niczego sprzedawać. Fakt, że na drodze zdarzają się słabsze chwile, ale osobiście kolega nie wróciłby do starej pracy. Trochę na mnie narzekał, że opisuje w internecie jakoby szkoły jazdy żerowały na biednych kursantach. Owszem, zna ze dwie takie, ja jedną też znam, ale generalnie nie będę robił nieproszony komuś złej reklamy. Jeszcze by się jakiś przedstawiciel szkoły do mnie zwrócił z pretensjami.

engine-start-button-1445913-m

 

Mój znajomy instruktor jazdy powiedział, że on sam chce po prostu uczyć ludzi, nie wciska nikomu dodatkowych jazd, gdy dana osoba ich nie chce lub nie potrzebuje, a kurs u niego kosztuje tyle, żeby się mu zwróciło za jego pracę. Nie nakłada bajońskich sum, ale daje takie kwoty za jakie mu się opłaca pracować w roli instruktora. Co innego WORD-y. Tu kumpel nie ma złudzeń, im więcej zapłacisz, tym lepiej. Kursanci zdający wszyscy za pierwszym razem chyba by WORD-ów nie ucieszyły, bo za każdy egzamin praktyczny ponad sto złotych się płaci. Policzcie ile musiała zapłacić osoba zdająca 7 razy. I to za sam egzamin nie licząc kursu, teorii i zaświadczenia lekarskiego.

Rozmowa z kumplem miała jeszcze jeden pozytywny akcent: akurat miałem szukać kilku akcesoriów do samochodu np. musiałem kupić nową apteczkę, bo wstyd się przyznać, ale po powrocie z wakacji w Chorwacji gdzieś mi się zapodziała. Kolega polecił mi internetowy sklep http://motoneo.pl, gdzie każdy kierowca kupi wszystko, czego pragnie. W dodatku o dowolnej porze, z możliwością umówienia dostawy. Szybko i sprawnie.